|
Komiksowe
antologie
"Derives"
"I
smell smoke
That comes from a gun
Named extinction"
Black Francis
Album, który chcę dzisiaj opisać to prawdziwa perełka.
Różne zdarzają się komiksy o charakterze zbiorczym - tematyczne,
okolicznościowe, jednak ważną grupą są kompilacje mniej
znanych, trudnych do zdobycia prac wybranego artysty. Rzecz
jasna, aby dany autor "zasłużył" na antologię,
musi mieć on już jakąś renomę na rynku, inaczej taki zbiór
mógłby się zwyczajnie słabo sprzedawać. Działa to bardzo
podobnie, jak w innych obszarach na styku biznesu i kultury.
"Derives" to jednak dość nietypowy komiks. Mimo,
że wszystkie zebrane tu prace łączy nazwisko rysownika -
Andreasa, to poza tym dzieli je niemal wszystko. Album zbiera
historie, które powstały w latach 1984-91, autorem scenariusza
każdej z nich jest inny twórca. Oczywiście pomysły wszystkich
tych autorów nie są związane żadnym kluczem, więc można
tu znaleźć rzeczy bardzo odmienne.
Okładka
komiksu przedstawia twarze bohaterów sześciu zebranych w
antologii nowelek, jednak nie jest to kolaż, tylko jednorodny
rysunek, co daje ciekawy efekt, ponieważ każda z historii
rysowana jest w innym stylu a tutaj mamy je wszystkie sprowadzone
do wspólnego mianownika. Ładnie wygląda stonowane logo,
które ledwo mieści się na okładce, co tworzy ciekawy efekt
artystyczny, jednak nie atakuje zanadto wzroku czytelnika.
Podobnie jak wiele innych albumów Andreasa wydanych przez
Delcourt, tom ten ukazał się w linii Collection Conquistador.
Poważną wadą komiksu jest fakt, że jego nakład się wyczerpał
i obecnie trudno jest go dostać. Po co więc pisać o komiksie,
z którym czytelnicy KZ nie będą mogli się zapoznać? Z kilku
powodów. Po pierwsze - jest to świetna antologia i choć
pozornie może wydawać się ciekawa tylko dla fanów Andreasa,
od razu napiszę, że stylistyka tego albumu bardzo odbiega
od tego, co zwykle kojarzy nam się z twórczością tego artysty.
Po drugie - Andreas pracuje nad kontynuacją "Derives",
więc jest bardzo prawdopodobne, że z tej okazji wydawca
wznowi pierwszy tom, być może nawet namówi rysownika na
stworzenie nowej okładki, co jest częstym zabiegiem na rynku
francuskim. Oczywiście przez kontynuację należy rozumieć
raczej kolejny zbiór niepowiązanych ze sobą historii, nie
spodziewałbym się raczej rozwinięcia jakichś pomysłów z
tego albumu. I wreszcie - Andreas jest twórcą coraz popularniejszym
w naszym kraju, więc nie należy wykluczyć, że po wyczerpaniu
wszystkich Lanfeustów, Mandryli i Hellboy'ów wydawcy w walce
o czytelnika mogą skierować swoją uwagę w stronę tego właśnie
autora.
A niezbyt często jest okazja, aby zobaczyć jak Andreas
radzi sobie ze scenariuszami swoich kolegów z branży. Choć
sam uważa, że otwiera to przed nim ciekawe możliwości graficzne
i doskonali warsztat, ukazało się zaledwie kilka takich
albumów. Tutaj mamy okazję przyjrzeć się, co z talentu tego
rysownika potrafią wydobyć tacy scenarzyści jak Scholz,
Goffaux, Foerster, Bezian, Cossu i Yann. Z tymi trzema ostatnimi
chciał potem Andreas zrobić trzeci tom cyklu Cyrrus/Mil,
tylko w odwrotnej konfiguracji, ale w nawale pracy nic z
tego nie wyszło.
Świetnym pomysłem jest umieszczenie na wyklejce albumu
fragmentów scenariuszy wszystkich historii. Różnice sposobów,
w jaki poszczególni scenarzyści wyrażają swoje pomysły są
zaskakujące. Druga wyklejka przedstawia to samo, lecz w
negatywie, co dobrze komponuje się z zawartością albumu,
ponieważ połowa historii jest na białym tle, a połowa na
czarnym.
Po tym wprowadzeniu warto przyjrzeć się bliżej poszczególnym
historiom. Ze względu na fakt, że wszystkie są rysowane
przez tą samą osobę, pominę ten fakt w dalszym omówieniu
kolejnych opowieści.
Scholz - Turysta (Touriste)
Krótka, zaledwie czteroplanszowa, oniryczna opowieść o
wycieczce studenta, syna przemysłowca do Berlina. Komiks
wypełniony jest surrealistycznymi scenami, jak ta z czerwonym
samochodem wpadającym na ulicznych muzykantów, co powoduje
eksplozję czerwonej farby tryskającej we wszystkich kierunkach
lub z mijanymi na ulicach przechodniami zamieniającymi się
w tekturowe makiety ludzi. Puenta może zaskoczyć, choć jeśli
ktoś się przyjrzy tytułowej ilustracji tej historii, nie
będzie to nazbyt mocne zaskoczenie. W trakcie lektury istotna
jest informacja, że komiks ten powstał w 1987 roku.
Komiks rysowany jest w sposób nietypowy dla Andreasa,
ponieważ pokolorowany jest on farbami. Ostatni kadr dowodzi
niezwykłego kunsztu plastycznego - jego wykonanie musiało
trwać wiele godzin. W podobny sposób zrobiony jest album
"Aztekowie", jednak w bibliografii Andreasa nie
znajdziemy wielu takich komiksów.
Trudno
oprzeć się wrażeniu, że fabuła w tej historii pełni funkcję
drugorzędną wobec rysunku, a jednak wszystkie niuanse są
dokładnie opisane w scenariuszu. Mimo najbardziej oszałamiających
zdarzeń, jest to jedyny scenariusz napisany na maszynie
(i to po niemiecku!). Mam tylko wątpliwości, czy jest to
dobra historia na otwarcie albumu. Ja bym ją raczej widział
na końcu, jako swoiste podsumowanie tomu.
Goffaux - Kot (Chat)
Na ilustracji tytułowej tej historii widzimy ścianę wysuszonej
trawy i kilka plam krwi. Cała opowieść narysowana jest na
czarnym tle, co nadaje jej mroczny charakter. Andreas przyznaje,
że inspiruje go twórczość Franka Millera i duch tego artysty
unosi się w pewien sposób nad tą nowelą - widać to zarówno
w warstwie graficznej jak i w samej historii wypełnionej
licznymi introspekcjami, jednak bez nadęcia tak drażniącego
choćby w "Fathom" Turnera. Właściwie cała ta historia
to jeden, długaśny monolog głównego bohatera i na dobrą
sprawę nie jest to nawet komiks, ponieważ cały tekst występuje
tu w ramkach nad obrazkami. Dopiero na ostatnim kadrze bohater
wypowiada jedno zdanie: "Adieu p'pa
", bo ten
komiks jest właśnie o wypełnieniu ostatniego synowskiego
obowiązku. Naprawdę mocna rzecz - dla mnie drugie miejsce
w tym albumie. Zaczynam powoli odkrywać, że dymki w komiksie
przestają mi być w ogóle potrzebne do szczęścia.
Rysunki
bardzo dynamiczne, rwane, pozornie niestaranne, jednak widać
tu wielką dbałość o szczegóły. W tej historii najważniejsze
jest pokazanie tego zacięcia, z jakim bohater komiksu walczy
z przeciwnościami i własną słabością. Nie byłoby to możliwe,
gdyby rysownik zastosował manierę graficzną znaną choćby
z Rorka. Tutaj mamy mnóstwo zbliżeń, kadry wypełnione są
czernią, dużą rolę odgrywają cienie. Jest to przypowieść
o ludzkim sumieniu w stylistyce czarnego kryminału na siedmiu
stronach. Mógłbym to wciągać całymi albumami.
Foerster - Wytępienie (Extinction)
Jeśli lubicie komiks środka, to warto przeczytać tę historię,
bo Andreas w życiu nie narysował nic bardziej mainstreamowego
niż Wytępienie. Najdłuższa, bo aż dziewięciostronicowa opowieść
do scenariusza Foerstera, który współpracował już z Andreasem
przy albumie Styx dla prestiżowej kolekcji Lombardu - Signe,
a na co dzień związany jest z pismem 'Fluide Glacial",
przypomina trochę te opowiastki SF, jakie mogliśmy kiedyś
przeczytać w Świecie Komiksu w ramach serii "Pulp Sci-fi".
Mnie to przypomina również komiksy fantastyczne z magazynu
Alfa, który ukazywał się jakoś w latach osiemdziesiątych.
W
Polsce takich krótkich, spuentowanych komisów science-fiction
już się chyba nie rysuje i w ogóle gatunek ten bardzo się
zdegenerował, bo każde następne pokolenie autorów przykładało
mniejszą wagę do członu "science" i w końcu została
sama bajkowa otoczka bez jakiegoś głębszego uzasadnienia.
Tutaj też nie oczekujmy wykładów na temat czarnych dziur
i silników hiperprzestrzennych. Zamiast tego otrzymamy zupełnie
interesującą intrygę kosmiczną z wątkiem psychologicznym
i elementem melodramatycznym, kilkoma emocjonującymi strzelaninami
i bandą wrednych, bezdusznych polityków. Sami przyznacie,
że jak na dziewięć stron to zupełnie przyzwoity bilans i
nie wszystkie albumy zawierają aż tyle atrakcji. Szkoda
tylko, że kiedy już się czytelnik przyzwyczai do bohaterów,
to komiks się zaraz kończy. Taka karma.
Andreas wcale nie zamierza zilustrować tej historii w
sposób sztampowy. Przeciwnie - wnosi do scenerii fantastycznej
znakomite rozwiązania graficzne, można nawet powiedzieć,
że ten scenariusz nie jest wart, żeby go tak perfekcyjnie
zilustrować. Ale komiks ten powstał w roku 1984, a wtedy
Andreas wszystko strasznie cyzelował i nie dopuszczał, aby
spod jego pióra wychodziły rzeczy dalekie od ideału. Dlatego,
mimo że epizod ten najbardziej odstaje stylistycznie od
całości albumu, jestem bardzo zadowolony, że się tu znalazł
i można go oglądać na papierze razem z innymi nowelkami.
Bezian - Zmierzch (Crepuscule)
Jak już pisałem w tamtym miesiącu - Andreas bardzo ceni
Beziana, więc nie należy się dziwić, że do ich wspólnego
przedsięwzięcia porządnie się przyłożył. Już rzut oka na
scenariusz przygotowany przez Beziana pokazuje, że cała
sprawa jest przez niego bardzo szczegółowo przemyślana.
Oprócz standardowego rozpisania kolejnych plansz na kadry
i przygotowania dialogów, scenarzysta przygotował całostronicowy
opis, w którym tłumaczy Andreasowi, o co mu właściwie chodzi.
Mamy tu bardzo literacki zarys scenerii omawianych zdarzeń
wzbogacony odręcznym szkicem Beziana przedstawiającym miejsce
akcji. Szkoda, że ta strona nie została dodana do albumu
w całości, bo dla fanów twórczości Frederica byłaby to prawdziwa
gratka.
O
czym jest ta historia? Właściwie o niczym specjalnym. Grupa
ludzi wychodzi z przyjęcia, schodzi po bardzo długich schodach
do powozów i samochodów czekających na nich na dole. W czasie
tego zejścia powoli zapada zmierzch, a bohaterowie rozmawiają
sobie o różnych sprawach. I tyle. Nie oczekujcie tu puenty,
przy której spadną Wam kapcie z nóg. Tutaj wszystko opiera
się na słowach, które wypowiadają poszczególne postaci w
scenerii niezliczonych balustrad, krużganków, fontann, ogrodów
i posągów. Andreas jako rysownik daje tu z siebie wszystko,
a iskra geniuszu Frederica Beziena sprawia, że bohaterowie
komiksu na chwilę ożywają w naszej wyobraźni. Jest to działo
urzekające swoją świeżością, szczerością przekazu i bezpretensjonalnością.
To jedna z takich historii, które po sfilmowaniu można pokazywać
ludziom i śmiać się z ich zaskoczenia, że naprawdę jest
to zrobione na bazie komiksu.
Dla mnie - numer jeden tej antologii, zresztą nie tylko
dla mnie, bo na forum dyskusyjnym o Andreasie czytałem kiedyś
opinię, że "Derives" to album przeciętny ze znakomitą
historią Beziana. Choć z pierwszą częścią wypowiedzi nie
mogę się zgodzić, bo bardzo lubię cały ten tom, to jednak
jej druga część bardzo do mnie trafia. "Chere amie,
je suis tres emu
Adieu
"
Cossu - Podróżnik (Voyageur)
Andreas marudził kiedyś, że kiedy prosi innych scenarzystów
o napisanie czegoś dla niego, to chodzi mu zwykle o coś
w ich własnej stylistyce, a zazwyczaj dostaje coś w swojej
własnej. Wydaje mi się, że tutaj mamy do czynienia z takim
właśnie nadmiernie "andreasowskim" scenariuszem.

Wszystko zaczyna się jak zwykły kryminał, jednak już na
drugiej stronie widzimy, że coś jest nie tak
Historia intryguje
i wciąga. Rysownik robi wiele, by odejść od swego charakterystycznego
stylu rysunku, choć mówiąc szczerze w tym zbiorze tylko
"Wytępienie" rysowane jest w klasycznej manierze
Andreasa. Tutaj dla odmiany wszystko jest bardzo geometryczne
i pocięte wieloma pozornie niepotrzebnymi kreskami, co potęguje
efekt obcości i odwraca uwagę od "standardowej"
(czyli zwyczajowo dziwacznej) fabuły.
Historia ma siedem stron i powstała w 1985 roku, więc należy
do najwcześniejszych opowieści zebranych w tej kompilacji.
Scenariusz został przygotowany w dość nietypowy sposób,
ponieważ składa się z części tekstowej, gdzie wszystkie
dialogi i wszystkie uwagi scenarzysty ukazane są czarno
na białym, a oprócz tego jest jeszcze część rysunkowa, gdzie
wszystko jest w uproszczony, lecz bardzo szczegółowy sposób
narysowane przez autora historii. Można więc powiedzieć,
że komiks Andreasa, to już trzecia wersja tej opowieści.
Yann - Układanka (Puzzle)
Ostatnia
historia ma sześć stron, powstała w 1991 roku i jest bardzo
prawdopodobne, że ukazała się po raz pierwszy właśnie w
tym zbiorze. Myliłby się jednak ten, kto by sądził, że ma
do czynienia z typowym wypełniaczem. Yann ze swego zadania
wywiązał się celująco - jego scenariusz miażdży. Pozornie
wydaje się on całkowicie bez sensu - młody Turek (lub może
Beduin) odwiedza starsze osoby (wszystkie darzą go pełnym
zaufaniem) a następnie je zabija. Jest to tak szokujące,
że czytelnik spodziewa się zupełnie dowolnego finału. Tymczasem
puenta okazuje się
zupełnie logiczna. To zaskakujące, w
jaki sposób scenarzysta połączył elementy kultury starożytnej
ze współczesnymi problemami Francji, wplótł w to ciekawą
osobowość głównego bohatera i jeszcze dodał trochę humoru
z dobrze ulokowanym kontekstem (na klatce schodowej są wypisane
nazwiska sześciu scenarzystów antologii, a Selim naciska
siódmy z napisem "Delcourt").
Andreas albo malował to na płótnie, albo na bardzo chropowatym
papierze, bo wyraźnie widać fakturę podłoża. Trzeba przyznać,
że rysownik spisał się tu nie gorzej od scenarzysty, dlatego
dla mnie ta historia ma wysokie, trzecie miejsce w zbiorze.
Opowieść tę powinno się przeczytać dwukrotnie, wtedy można
zrozumieć smutek bohatera, kiedy postanawia on nie zabijać
jednej ze staruszek. Dla mnie taki czarny, transcendentalny
humor to strzał w dziesiątkę, ale Wasze babcie byłyby na
pewno zniesmaczone.
Arek "xionc"
Krolak
"Derives"
Scenariusz: Scholz, Goffaux, Foerster, Bezian, Cossu, Yann
Rysunki: Andreas
Wydawca: Guy Delcourt Productions
Data wydania: maj 1991
Liczba stron: 48
Strona albumu:
http://www.bedetheque.com/index.php?S=5216
Strony autorów:
http://www.lambiek.com/andreas.htm
http://www.lambiek.com/goffaux_gerard.htm
http://www.lambiek.com/Foerster.htm
http://www.lambiek.com/bezian.htm
http://www.lambiek.com/cossu.htm
http://www.lambiek.com/yann.htm
|
|