Cowa!

Pierwszy po "Dragonballu" projekt Akiry Toriyamy. Odskocznia po zakończeniu bardzo długiej serii. Sporo rozrywki, ale właściwie tylko rozrywki. Jest to rzecz nadająca się do przeczytania raczej dla odprężenia.

"Cowa!" Tytuł tej mangi, jak się dowiedziałem, jest slangową wersją słowa "kowai", którego używa się w sytuacji, kiedy usłyszy się jakąś mrożącą krew w żyłach historię. Zapewniam, że opisywana pozycja krwi w żyłach nie mrozi, a tytuł jest w takim wypadku pewną trawestacją, wskazującą chyba najbardziej na poczucie humoru autora, ponieważ niektóre sceny mogą jedynie doprowadzić do wybuchu śmiechu, a nie panicznego strachu.

Tomik składa się z czternastu rozdziałów. Pierwsze trzy to luźne historyjki mające wprowadzić w świat bohaterów, przybliżyć ich trochę, nim opowieść zejdzie na właściwy tor. Pracę nad tą pozycją autor rozpoczął w roku 1997.

Jak wygląda opisany świat? Ano bardzo toriyamowsko, czyli w jednej rzeczywistości żyją obok siebie stwory oraz ludzie. Czytelnik poznaje świat od strony tych pierwszych. Tak tylko dodam, że nie ma tutaj mowy o jakiś krwiożerczych bestiach, które mordują bezbronne dzieci i staruszki po lasach, a raczej mamy do czynienia z sympatycznymi stworzeniami.

A o co się właściwie w całej tej bajce rozchodzi? Potwory z Cape Bat (Przylądka Nietoperza), zaczynają jeden po drugim chorować na "potworzą grypę". Wioskowy dziadzio twierdzi, że jedyne lekarstwo, jakie wyleczyć może tę śmiertelną przypadłość, potrafi wyprodukować czarownica żyjąca kawał drogi od ich wioski, no ale ktoś po ten lek musi pojechać. Powstaje tedy drużyna, która ma wykonać tę niebezpieczną misję!

Kogo dane jest nam poznać w historii? Otóż główny bohater jest małym, lubiącym figle, wampirem. Synem wampirzycy i koalołaka… Cóż to takiego? Ano taki stwór, co gdy widzi krzyż, albo też coś krzyż mu przypominającego, zmienia się w złą i niebezpieczną bestię wyglądającą jak ogromny, i tak jakby pozbawiony przez długi czas liści eukaliptusa, niedźwiedź koala. Niedźwiedź, nie miś. Zdradzę, że aby powrócić do swojej postaci Paifu, bo tak brzmi jego imię, musi zobaczyć coś okrągłego. Jak prawidłowo można wysnuć wniosek, Toriyama lubi wszelkiego rodzaju transformacje.

Przyjacielem naszego bohatera jest Jose Rodriguez. Duch. No, duszek. Trochę wykorzystywany przez władczego Paifu, ale towarzyszący mu zawsze i wszędzie. Razem chodzą do szkoły, razem psocą. Ich ulubiona zabawa to gra polegająca na udawaniu aniołka. Tak zwana Angel-game. Razem też ruszają w podróż do czarownicy. Dodam, że Jose umie dowolnie zmieniać kształt, co również nasuwa niewątpliwe skojarzenia z pewnym fruwającym kotkiem z serii "Dragonball".

Tych dwóch mogłoby z pewnością zapełnić cały tomik swoimi pojedynczymi wesołymi przygodami, ale w głównym wątku istotniejsze role odgrywają jeszcze dwie inne postacie. Są to Maruyama i Apone. Ten pierwszy to były zawodnik sumo o dość mrocznej przeszłości. Prawdopodobnie najsilniejszy człowiek na świecie. To dzięki niemu wyprawa po lekarstwo może dojść do skutku. Kolejną postacią jest Apone. Za wszelką cenę chce rywalizować z Paifu, za wszelką cenę chce być lepszy niż on. Zadufany w sobie dzieciak bez specjalnych mocy.

Jak to u Toriyamy bywa najwięcej tu humoru sytuacyjnego, biorącego w tym wypadku górę nad treścią. Interakcje między głównymi, dość charakterystycznymi i dobrze jak na taką historię wykreowanymi, bohaterami to większa cześć sukcesu. Historyjce brak może jakiegoś przesłania, ale ona ma po prostu bawić i jeszcze raz bawić.

"Cowa!" to dzieło rozpoznawalne, jeżeli chodzi o autorstwo. Kreska Akiry Toriyamy, aczkolwiek nie ta najbardziej charakterystyczna, bliska jest miejscami tej znanej i najlepiej rozpoznawalnej. Chociaż główne postacie nie przypominają tych wiadomych toriyamowskich bohaterów, to kilka z dalszego planu ma te specyficzne rysy.

I na koniec jeszcze raz: fajna pozycja, tylko że bardzo dziecinna. Potencjalnym odbiorcą jest raczej młodszy czytelnik. Jeżeli miałbym coś prognozować, to wątpię, by jakiś polski wydawca sięgnął w najbliższym czasie po ten tytuł. Ale któż to wie.

Jakub "Tiall" Syty