|
Zabójczy Żart
Post
zafundował nam "V jak Vendetta" Moore'a, Egmont
m.in. jego "Strażników". Każdy z nich podejmuje
pewną konkretną tematykę, porusza nurtujący autora problem.
Scenariusz do "Zabójczego Żartu" Moore napisał
w czasie pracy nad "Strażnikami", lub też zaraz
po niej i teraz nie uważa, żeby był on dobry. Autor mówi,
że nie opowiada on o niczym interesującym. W zestawieniu
z dwoma wyżej wymienionymi tytułami można powiedzieć, iż
Moore ma rację - nie traktuje o żadnej idei. Jednak, czy
nie jest dobry, jak to przyznaje autor? A może Moore mówi
tak, ponieważ wie, że teraz, gdy "Zabójczy Żart"
uważany jest za jedną z najlepszych historii o Batmanie,
może sobie na to pozwolić? Bo już nic nie jest w stanie
zaszkodzić temu tytułowi. Tak, czy siak, "Zabójczy
Żart" jest komiksem, którego nie można pominąć, prezentując
Moore'a i jego dokonania.
Moore uważa, że opowieść o dwóch bohaterach i relacjach
między nimi, to mało. Tu jednak trudno się zgodzić - w "Zabójczym
Żarcie" widzimy Batmana i Jokera od strony, od której
zwykle się ich nie przedstawia. Niewiele tu uproszczeń typowych
dla opowieści o superbohaterach, a szczególnie mało ich
mamy w warstwie psychologicznej. A to właśnie na niej skupia
się komiks, przedstawiając Batmana i Jokera, jako osoby
bardziej złożone niż przestępca, napełniający karty komiksu
humorem (głównie czarnym) oraz zwalczający go mroczny heros.
Obie
postacie nie zostały potraktowane jednostronnie. Oczywiście,
Batman to bohater; ratuje ludzi od zbrodniarzy i szaleńców.
Ale, czy to normalne zachowanie, by, co noc wkładać kostium
nietoperza? Czy normalny, dorosły człowiek poświęcałby życie
na skakanie na linie? Poświęcałby swój czas zbrodni? Czy
tak głębokie jej oddanie, nawet w celu jej zwalczenia, jest
zdrowe? W świecie superbohaterów odpowiedź na te wszystkie
pytania jest twierdząca; biegający po mieście facet przebrany
w kostium nie jest widokiem niezwykłym (choć niekoniecznie
powszechnym), a więc też nikt nie zastanawia się nad jego
zdrowiem psychicznym. No, chyba, że chodzi o przestępcę.
W komiksie Moore'a jest inaczej. Tutaj motyw superbohatera
został potraktowany poważnie i realistycznie, z wszystkimi
wynikającymi z tego faktu konsekwencjami. Tutaj fakt, że
wkładasz kostium, by czynić dobro, nie chroni przed żółtymi
papierami.
I
Batman, zdaniem Moore'a, na nie zasługuje. Autor ma świadomość,
że człowiek, który poświęcił całe dzieciństwo, by móc w
przyszłości dokonać zemsty na przestępczości, jest tą ideą
opętany. Doskonale oddaje to rola Alfreda. Ten pojawia się
epizodycznie, zaledwie na jednej stronie, w scenie, wydawałoby
się, niepotrzebnej. Jednak zarówno Moore i, jak i rysownik,
Brian Bolland, świetnie ukazali, jakie może mieć zdanie
o takim pracodawcy, jak Bruce Wayne, jego kamerdyner, towarzyszący
mu od jego dzieciństwa. Podawanie herbaty do mrocznej jaskini
nietoperzy nie jest przecież rzeczą zwyczajną. Dzięki fotorealistycznej,
niezwykle szczegółowej kresce Bollanda twarz Alfreda wiele
nam mówi. O smutku i współczuciu, jakie czuje dla "młodego
panicza". Bo nie tylko Joker, ale też Batman, a raczej
Bruce Wayne, jest szaleńcem. Jest nim na swój, niegroźny
dla otoczenia, sposób. Jest to szaleństwo powszechnie akceptowane
- Batman chodzi spokojnie po szpitalnych korytarzach w swym
stroju nietoperza, nie będąc zatrzymywanym przez nikogo.
I będzie tak, dopóki społeczeństwo odnosi z niego korzyści.
I właśnie na tym opiera się relacja między tymi najzacieklejszymi
wrogami. Niczym w, opowiedzianym także w komiksie, starym
kawale o uciekających dwóch szaleńcach - tylko jeden szaleniec
zrozumie drugiego szaleńca.
Opowieść
nie zamyka się na tym. Joker, ponownie, ucieka z Arkham,
ale tym razem nie zamierza dokonać kolejnej makabrycznej
zbrodni z czarnym humorem dla niej samej. Tym razem chce
udowodnić swój punkt widzenia; zamierza pokazać, jak w rzeczywistości
niewielka różnica jest między człowiekiem normalnym, a szaleńcem.
Prawdziwa opowieść prowadzona jest równolegle z tragiczną
historią Jokera, mówiącą nam, jak stał się morderczym klaunem.
I, mimo, że on sam nie pamięta jej dokładnie, właśnie w
niej widzimy źródło jego poglądów. Także tego, iż obłęd
jest o wiele lepszym rozwiązaniem niż trzymanie się normalności.
Wg Jokera, wystarczy spojrzeć na rzeczywistość wokół nas.
Na okrutną, bezlitosną rzeczywistość. Ona, jej bolesny charakter,
udowadnia, że nie jest warta tego, by się jej trzymać. A
tak, pesymistycznie, jest ona przedstawiona w "Zabójczym
Żarcie". Tragiczna, nie dająca w zamian za cały ból
istnienia żadnej nadziei na lepsze życie. Taką nadzieją,
wyjściem, uważa Joker, jest tylko obłęd.
Sam komiks jest smutny, klimat ten podkreślają dwie identyczne
plansze, pierwsza i ostatnia, przedstawiające padający deszcz.
Oczywiście nie byłoby Jokera bez paru weselszych scenek,
bądź dialogów (tutaj jednak raczej - monologów), jednak
nie są one w stanie zmienić wymowy całości. Podkreśla ją
też to, jak realistycznie Moore potraktował opowieść. A
z owym realizmem współgrają znakomite, szczegółowe rysunki
Bollanda. Rysownik wydaje się być stworzonym do narysowania
tej historii.
Zaskakuje,
jakim komiksem Semic wprowadził na rynek nową serię (choć
"Zabójczy Żart" jest de facto numerem drugim)
- zdecydowanie zbyt poważnym, zbyt dojrzałym względem późniejszych
propozycji. To już jednak należy do przeszłości. Teraz oceniać
pozostaje już tylko sam "Zabójczy Żart". A ten
- trudno tego nie przyznać, mimo obiekcji samego scenarzysty
- jest komiksem wybitnym.
Damian "hans" Handzelewicz
|
|