Tom Strong

Postwiktoriańskie Millennium City, rok 1999. Nastoletni Timmy Turbo dostaje wyczekiwaną paczkę z klubu The Strongmen of America - klubową odznakę, certyfikat członkostwa i komiks o początkach Toma Stronga. Ten sam, który ma w rękach czytelnik, a którego Timmy jest jednym z bohaterów. Pierwszy numer "Tom Strong" to komiks o chłopcu, który czyta komiks o swoim ulubionym bohaterze.

 

Sto lat wcześniej gdzieś na Oceanie Indyjskim dochodzi do katastrofy żaglowca wiozącego na swoim pokładzie młodego naukowca dr Sinclaira Stronga i jego żonę. Młoda para cudem uchodzi z życiem. Na rajskiej wyspie Attabar Teru, która staje się ich domem, od nowa starają się ułożyć sobie życie, co dzięki niezwykłemu talentowi wynalazczemu dr Sinclaira nie jest wcale takie trudne: Pneumatic Man - obdarzony inteligencją robot stworzony przez Sinclaira wyręcza rozbitków od większości prac. Chłopiec, który przychodzi na świat w sylwestrową noc na przełomie stuleci, syn Sinclaira, ma stać się jego najwspanialszym królikiem doświadczalnym. W sztucznych warunkach - bez towarzyszy zabaw, w kapsule ze zwiększoną grawitacją, uczony przez Pneumana i karmiony korzeniem wyostrzającym zmysły i przedłużającym życie, dorasta mały Tom Strong. Gdy wybuch wulkanu niszczy laboratorium dr Sinclaira zabijając przy tym jego i jego żonę, ośmioletni Tom wydostaje się ze swojej kapsuły i od tej pory współpracując z zamieszkującym wyspę plemieniem Ozu skupia się na kontynuowaniu badań swojego ojca. Kilka lat później młody Strong obdarzony równie niezwykłą siła co i inteligencją popartą niezwykłym zapleczem technicznym, rusza do miasta, z którego przybyli jego rodzice - Millennium City. I zostaje jego bohaterem...

...którego skróconą historię czyta sobie rozemocjonowany Timmy Turbo jadąc kolejką do szkoły i zupełnie nie zauważając, że Tom Strong właśnie ratuje kosztowności jego i pozostałych pasażerów wagonika z łap powietrznych rabusiów.

 

 

 

 

Tom Strong to niejako kontynuator bohaterów komiksów z lat '30 i '40- pulpowych herosów jak Doc Savage, Tarzan czy początkujący Superman. Atletycznie zbudowany, ponadprzeciętnie inteligentny i wykorzystujący w swojej "pracy" niezwykłe wynalazki własnego pomysłu zastępujące mu supermoce walczy z przestępcami nawiedzającymi Millennium City, przy pełnym poparciu jego mieszkańców. Strongowi pomaga, równie długowieczna jak on sam, rodzina - żona Dhalua, córka Tesla, robot Pneuman i gadający goryl King Solomon. Oldschoolowi bohaterowie stają oko w oko z równie oldschoolowymi przestępcami - mściwym geniuszem zła Saveenem (który podobno jest martwy, ale któremu superprzestępcy przeszkodziłoby to w powrocie?), Modular Manem - zbiorową świadomością małych robocików dążącą do opanowania Ziemi, czy dla odmiany równie seksownymi co zabójczymi nazistkami wprost z 1945 roku ... I jeśli w tym momencie wydaje się wam, że historyjka serwowana nam przez Moore'a nie trzyma się kupy, to widocznie nie czujecie klimatu.

Kluczem do "Toma Stronga" są dwa słowa - postmodernizm i kicz. Wyobraźnia Moore'a wyprawia doprawdy niezwykłe rzeczy płynnie przeplatając ze sobą staroszkolnych herosów i odgrzewane pomysły z nowoczesnym wykonaniem, dialogami i kontrolowanym nieprawdopodobieństwem. Kontrolowanym, bo czytając "Toma Stronga" wszystko wydaje się realne i na swój sposób logiczne. A jeśli chodzi o kicz, to jeśli nie wystarczył wam przykład z mściwymi nazistkami, co powiecie na Azteków z równoległej rzeczywistości podbijających inne światy i ten sposób tworzących międzygalaktyczne imperium? Moore bawi się konwencjami - w numerze ósmym "Toma Stronga" dostajemy pastisz komiksu - westernu z czasów świetności filmowego wzorca, w roli głównej Tom Strong, a jako jego zwyczajowy w takich komiksach czarny partner - goryl King Solomon. Numer dziesiąty przynosi wizytę w świecie żywcem wyjętym z disney'owskiego filmu "Bambi". Również okładki poszczególnych numerów to strongowskie wersje okładek znanych tytułów (np. "Justice League of America", "Tintin"), często sprzed dobrych kilkudziesięciu lat. Krótko mówiąc im lepsza znajomość oryginałów, na których opiera się Moore tym lepsza zabawa.

"Tom Strong" to kolejny przejaw nieskrępowanej wyobraźni Moore'a. Czasem nieskrępowanej aż do przesady, bo historia ma i swoje minusy. Bohaterski Tom Strong może, nie bezzasadnie, wydawać się czasem zbyt doskonały, a przez to aż nieludzki, pozbawiony uczuć zastąpionych niewzruszoną logiką jego postępowania. Humor, który powinny zawierać zeszyty tego w gruncie tylko pozornie poważnego komiksu, rzadziej wynika z dialogów bohaterów (prócz kłótni Pneumana i King Solomona), a raczej z zaskakujących sytuacji w obliczu jakich stają bohaterowie. Widać też, że Moore raczej bawi się kolejnymi epizodami historii, niż prowadzi ją ku określonemu finałowi.

Dzięki obdarzeniu Toma Stronga setką lat na karku Moore uzyskał możliwość stosowania bardzo ciekawego efektu - nasz heros z większością swoich wrogów spotkał się już w czasie swojej długiej kariery. Historyjki opisujące te spotkania jako retrospekcje wplatane są w teraźniejszą akcję służąc jako dodatkowy komiks w komiksie i dając okazję do występów gościnnych różnym rysownikom. "Untold Tales of Tom Strong", bo pod taka nazwą funkcjonują te historie, odwiedzili już m. in. Jerry Ordway (#4) - wieloletni rysownik "Supermana" i m. in. "Wonder Woman", Dave Gibbons (#5) z którym Moore stworzył "Strażników" czy Gary Frank (#7) ("Midnight Nation"). Za rysunki w "Tom Strong" odpowiada jednak przede wszystkim Chris Sprouse. Jego kreska jest realistyczna, ale nieco uproszczona i przywodząca na myśl kreskówki - ze szczególnym uwzględnieniem "Batmana" Bruce'a Timma.

Razem z doskonałymi komputerowymi kolorami - jasnymi, żywymi, z cała gamą przejść tonalnych, rysunki Sprousa wyglądają po prostu fantastycznie i doskonale pasują do opowiadanych przez Moore'a historii. W "Tomie Strongu" zastosowano też ciekawy patent z dużymi panelami - zwykle nie zajmują całej strony a jej 3, pozostawiając miejsce na jeszcze jeden kadr - akurat tyle, żeby usatysfakcjonować czytelnika doskonałym rysunkiem , ale i pozwolić historii się rozwinąć oszczędzając trochę miejsca. Kadrowanie to przede wszystkim długie poziome kadry zajmujące całe strony, nierzadko też panoramy podzielone na mniejsze kadry po których przemieszczają się bohaterowie. Ogółem jest i efektownie i efektywnie.

"Tom Strong" doczekał się uznania ze strony krytyków zyskując po kilka nominacji do nagród Eisnera i Harvey’a m. in. dla najlepszego scenarzysty, artysty i kolorysty, a także dla najlepszej nowej serii. Seria od swojego startu w 1999 roku doczekała się własnej antologii krótszych historii z tymi samymi bohaterami - "Tom Strong's Terrific Tales" i pobocznej mini-serii "Terra Obscura" rozwijającej wątki dotyczące jednej z alternatywnych rzeczywistości, co również jest dowodem odniesionego przez nią sukcesu. Jeśli gustujecie w pulpowych historiach science - fiction "Tom Strong" jest dla Was.

Tomasz "Jim" Kontny