|
Small Killing:
Rozgrzeszenie małego zbrodniarza
Miernikiem naszego człowieczeństwa
jest nasza zdolność do reafirmacji samych siebie; jest ono
pełne wówczas, gdy obracając się wstecz w każdym momencie
naszego życia możemy otwarcie przyznać, że wszystko w nim
było takie, jak sobie założyliśmy i że nie musimy się za
nic wstydzić. Tak twierdził Nietzsche. Uważał też, że będzie
to jeden z warunków egzystencji człowieka współczesnego,
który - pozbawiony oparcia w Bogu - sam sobie będzie musiał
udzielać lekcji moralności i sam przed sobą się z niej rozliczać.
Nie będzie już spadających z góry rozgrzeszeń i potępień,
będziemy więc musieli je wykształcić w sobie, sami sobie
wybaczać, sami się karać.
Nietzsche patronuje postmodernizmowi, a Moore
jest najwybitniejszym postmodernistycznym autorem komiksowym,
w dodatku trochę spowinowaconym z niemieckim filozofem.
Właśnie ukazał się u nas drugi tom "Strażników"
z VI rozdziałem, gdzie pod koniec Rorschach wygłasza kwestię,
której sens jest kompatybilny z przytoczonym powyżej wyciągiem
z myśli Nietzschego.
Samotność
w tłumie, brak powierników, który zmusza do odpowiedzialności
przed sobą samym - to główne tematy "A Small Killing",
najbardziej chyba osobistego komiksu Alana Moore'a. Niestety,
chyba też najmniej docenionego; zważywszy jak często ignoruje
się go w różnych zestawieniach czołowych dokonań scenarzysty,
jak mało uwagi się mu poświęca, można odnieść wrażenie że
jest to twór marginesowy. Efekt słabości autora czy odpoczynek
od tworzenia wielowątkowych, skomplikowanych fabuł będących
jego wizytówką? Pierwsze zdecydowanie nie - "A Small
Killing" to jednak komiks wybitny; drugie - być może,
ale to nie wyczerpuje sprawy. Fabuła "Small Killing"
należy niewątpliwie do tych, które wolą się zajmować odkrywaniem
tajemnic ukrytych pod fasadą zwyczajności niż starać się
o wiarygodne odtworzenie świata niezwykłego; zamiast sensacyjnych
zwrotów akcji otrzymujemy psychologiczny portret człowieka
najbardziej przeciętnego z przeciętnych, którego kondycja
duchowa ma wpływ na przebieg akcji, a nie na odwrót. Cóż
to jednak za kondycja? Timothy Hole jest zdecydowanie najbanalniejszym
bohaterem wykreowanym przez Moore'a: duchowy rozbitek, który
nie potrafił wykorzystać ani jednej szansy podarowanej mu
przez los. Potencjał europejskiego wykształcenia i dobroci
w sercu nie wystarczy wszakże, kiedy człowieka zżera rak
wiecznego niezdecydowania, słabości i tchórzostwa, a świat
jest pełen sprzecznych ze sobą pokus. W rezultacie Hole
krzywdzi bliskich i siebie, nie mogąc nigdzie znaleźć miejsca.
Chciałby zapomnieć o przeszłości, ale na to jest znowu zbyt
sentymentalny: nie rozstaje się z kolekcją ptasich jaj,
którą pieczołowicie uzupełniał w dzieciństwie, do czasu
aż owa kolekcja nie zostanie rozdeptana pod podeszwami butów
jego nowojorskich przyjaciół w trakcie jakiejś imprezy towarzyskiej.
Jest rodowitym Anglikiem tak jak Moore i tak jak Moore nie
przepada za Ameryką - jako Europejczyk ciągnie za sobą historię,
której powierzchowni i żyjący jedynie teraźniejszością Amerykanie
nie potrafią zrozumieć; dotyczy to wspomnianych jajek -
zakurzonego symbolu przeszłości, a przede wszystkim zakończonego
rozwodem małżeństwa, o którym Timothy bezskutecznie próbuje
opowiedzieć swojej amerykańskiej przyjaciółce - ta nie wysłucha
go, zajęta rozstrząsaniem walorów kuchni orientalnej.
Jakkolwiek Timothy Hole ugina się pod ciężarem wspomnień,
stanowczo nie jest człowiekiem, który dałby się wpisać we
wspomniany na początku zaproponowany przez Nietzschego model.
Przeciwnie - każde spojrzenie w przeszłość utwierdza go
w przekonaniu że coś tam kiedyś przegrał, zaś powrót do
teraźniejszości - że brakuje mu oparcia w kimkolwiek, bo
ludzie wokół są albo egoistyczni albo po prostu nie spełniają
jego oczekiwań. Jego życie to nieprzerwany ciąg małych zbrodni
popełnianych na okazjach, uczuciach i nie wyklutych pisklętach
toteż wydaje się, że Hole nie ma już szansy na zbawczą reafirmację
swojej osoby. Aż pewnego pięknego dnia jego drogę przecina
tajemniczy chłopiec w krótkich spodenkach i niemodnej dziecięcej
marynarce. Miga w tłumie, uwodzi go i prześladuje, prowadząc
przez kalejdoskop miejsc i wspomnień aż do punktu przełomowego,
gdzie nadzieja na reafirmację jednak istnieje: do czasu
i miejsca pierwszej "małej zbrodni", którą Hole
zamierzał popełnić w dzieciństwie, grzebiąc pod ziemią zamknięte
w słoiku owady - ale przed wrodzony brak zdecydowania, czy,
jak kto woli, konflikt sumienia, pozwolił im żyć. Podążając
za widmem chłopca Hole dokonuje rekapitulacji życia, a raczej
przeżywa je raz jeszcze, od tyłu, otrzymując szansę powrotu
do podstaw i zrozumienia, że nic w świecie nie jest banalne,
że najmniejsze uczucie jakie zaprzepaścił, wspomnienie czy
robak odgrywa jakąś rolę, i że zapominając o tym jesteśmy
ledwie o krok od popełnienia zbrodni.
Czas jest niewidzialnym bohaterem wielu komiksów Moore'a.
"A Small Killing" jest opowieścią o przełamywaniu
jednego z odwiecznych stereotypów dotyczących czasu: że
jest on nieubłagany i nieodwracalny, że uczynków popełnionych
w przeszłości nie można zmienić. Brytyjski scenarzysta wierzy,
że podobne myślenie jest tylko efektem ograniczoności ludzkiego
umysłu, który postrzega czas ułomnie jako namacalną teraźniejszość,
pamiętaną przeszłość i nieokreśloną przyszłość. Dr Manhattan
ze "Strażników" i Kuba Rozpruwacz z "From
Hell" posiadają dar postrzegania tych trzech wymiarów
czasu jako jedności; przeszłość, teraźniejszość i przyszłość
odczuwają i przeżywają w jednej chwili. Timothy Hole nie
posiada podobnych predyspozycji, a nawet jeśli - Moore zręcznie
maskuje to jego przemęczeniem i urojeniami umysłu. Tak czy
inaczej, mniej więcej od czasu feralnego przyjęcia, na którym
uległa stłuczeniu gablotka zawierająca kolekcję ptasich
jaj, spod szkła i wapiennych skorup została uwolniona przeszłość
Hole'a, nie ważne czy w sensie metaforycznym czy dosłownym.
Może jej duchy, które materializują się przed bohaterem
są tylko urojeniami, powstałymi w wyniku napływu zbyt intensywnej
fali wspomnień związanych z "ptasią kolekcją".
Nie ważne; styl narracji, bardzo klarowny jeśli chodzi o
kadrowanie i strategię planów, linearnie prowadzi bohatera
do przodu, i właśnie w tej niezachwianej linearności (owszem,
z wtrąconymi tu i ówdzie bladymi retrospekcjami) zawarty
jest paradoks czasowy polegający na tym, że im bardziej
Hole postępuje przed siebie w pogoni za chłopcem, tym bardziej
cofa się w przeszłość. Symbolizuje to charakter miejsc,
w których rozgrywa się akcja poszczególnych rozdziałów.
Na początku jest Nowy Jork - symbol nowoczesności i teraźniejszości;
stamtąd Hole leci samolotem do Londynu, z Londynu jedzie
pociągiem do rodzinnego Sheffield, a stamtąd rowerem do
opuszczonych starych budynków, gdzie przed laty wstydliwie
ułożył w ziemi wypełniony owadami słoik po musztardzie.
Nie trudno zauważyć, że każde z tych miejsc jest ciaśniejsze
od poprzedniego, a kolejne środki lokomocji coraz bardziej
prymitywne. Zatem wycieczka w przeszłość odbywa się nie
w sposób nadprzyrodzony, lecz jak najbardziej wiarygodny
psychologicznie - poprzez kontakt z miejscami i przedmiotami,
które reaktywują wspomnienia. Odbywa się ona w głowie bohatera,
ale Moore nie odgranicza rzeczywistości materialnej od mentalnej,
jego zdaniem obie są tak samo prawdziwe. Przełamanie ułomności
umysłu w rozumieniu czasu jest więc łatwiejsze niż moglibyśmy
sądzić, i ten optymistyczny akcent można odczytać jako największą
myśl "A Small Killing".
Ale, poza tym i przede wszystkim, jest to opowieść o człowieku,
który poszukując rozwiązania dla swych problemów znajduje
je w odległej przeszłości, w wydarzeniu które go podświadomie
ukształtowało. Temat, który z równą siłą powróci za sprawą
"Snu potwora" Bilala, świetnie nadaje się do wyrażenia
w komiksie i Moore z Zarate'm nie wahają się igrać z formą
aby to udowodnić. Daleko im wprawdzie do późniejszej ekskluzywności
Bilala, ale za fasadą klasycyzmu kryje się wiele znaczeń
wynikających z formuły komiksu jako takiej. W jednej ze
scen Timothy ogląda album z rodzinnymi fotografiami, a my
widzimy, że są one tak samo statyczne jak komiksowe kadry,
na których rzecz się rozgrywa - następuje symboliczne zatarcie
granicy między utrwaloną na zdjęciach przeszłością a czasem
teraźniejszym. W miarę przemierzania przez Timothy'ego trasy
Nowy Jork - Londyn - Sheffield - stare budowle, zacieśnia
się przestrzeń wokół niego, co narzuca skojarzenie z zamykaniem
w kokonie, czy raczej w jajku, z którego bohater odrodzi
się jako inny, lepszy człowiek. Ostatni kadr komiksu, ukazujący
ptasie gniazdo z trzema jajami, z których jedno właśnie
pęka, podkreśla trafność tego skojarzenia, zwłaszcza że
ptak, który je zniósł nadleciał z miejsca śmierci i odrodzenia
Hole'a.
Takich symboli, umieszczonych w sposób wyrafinowany i subtelny,
nie narzucających się, jest w całym komiksie dużo więcej.
Na przykład odniesienia literackie. W "Lidze Niezwykłych
Dżentelmenów" Moore wręcz podsuwa je czytelnikowi pod
nos i nawet jeśli ktoś nie czytał cytowanych utworów, zawsze
coś tam skojarzy. W "A Small Killing" jest inaczej
- książka, która występuje w komiksie jako rekwizyt jest
jednym z kluczy do jego odczytania. Mianowicie, podczas
swojej podróży Hole czyta "Lolitę"; powieść Nabokova
nigdzie nie jest przytoczona dosłownie, ale jej egzemplarz
towarzyszy bohaterowi na każdym kroku, milcząco komentując
wydarzenia. Choć nie jest to powiedziane wprost, znając
treść "Lolity" możemy zgadnąć, że Hole identyfikuje
się z Humbertem Humbertem. Przy czym każdy z czterech epizodów
komiksu koresponduje z dziełem Nabokova na innej płaszczyźnie.
W epizodzie nowojorskim "Lolita" jest komentarzem
do wyobcowania Europejczyka w Stanach Zjednoczonych (podobnego
w powieści doświadczał Humbert). W epizodzie londyńskim
poruszona jest m.in. kwestia życia seksualnego Hole'a, w
którym okazuje się on nie mniejszym krętaczem niż Humbert.
Część rozgrywająca się w Sheffield opowiada o znudzeniu
małżeństwem, co sygnalizowane jest przez Zarate'a kontrastem
irytacji na twarzy Hole'a i nieświadomym optymizmem bijącym
od jego żony Maggie w retrospektywnej scenie małżeńskiej,
budzącej nieodparte skojarzenie z opisem stosunków Humberta
i Dorothy Haze. Natomiast epizod ze starymi budowlami, w
którym Hole staje twarzą w twarz z własnym alter-ego, przypomina
finałową konfrontację Humberta i Quaily'ego.
Na dodatek egzemplarz "Lolity", który Hole wozi
ze sobą, bierze czasem "czynny" udział w tworzeniu
wizerunku świata przedstawionego. Choćby w scenie na lotnisku,
gdzie służy zdemaskowaniu głupoty nowojorskich celników,
którzy znajdując książkę w walizce naszego bohatera biorą
go za przemytnika dziecięcej pornografii, ale przedtem jeden
z nich nieporadnie sylabizuje nazwisko autora.
Moore to mistrz opowiadania i nie powinno specjalnie dziwić,
że nawet tak mało sensacyjną opowieścią potrafi wciągnąć
czytelnika od pierwszej do ostatniej strony. Nie bez znaczenia
jest tu jego talent w operowaniu suspense'm i tajemnicą.
Ilustracje Zarate'a, na granicy karykatury, dodatkowo wnoszą
nastrój niezwykłości i humoru, podkreślający optymizm tej
opowieści, w której przecież nie wszystko jest wesołe. Najmniej
doceniony komiks brytyjskiego scenarzysty swobodnie mieści
się pośród jego największych przebojów.
Piotr "Błendny Komboj" Sawicki
A Small Killing
Scenariusz: Alan Moore
Rysunki: Oscar Zarate
Wydawnictwo: Wielka Brytania - Victor Gollancz; USA - Dark
Horse
Objętość: 96 stron
Data wydania: 1991 (Wielka Brytania); 1993 (USA)
|
|