Jak zmieniali się bohaterowie
"Kajka i Kokosza"

Wszyscy znamy bohaterów "Kajka i Kokosza". Kajko - spryciarz, Kokosz - siłacz, Mirmił - typ depresyjny itd. Możemy w ten sposób, z łatwością określić postacie wykreowane przez Christę, na potrzeby serii. Jednak, gdy się jej bliżej przyjrzymy, okazuje się, że nie wszystko jest takie proste. Pierwsza historia o najlepszych wojach Mirmiłowa powstała w 1972 r., ostatnia w roku 1990. To duży okres czasu, wiele się wtedy wydarzyło, m.in. zmienili się nieco bohaterowie. I nie wszystko da się wyjaśnić prostym rozwojem charakteru postaci. Uwaga: nieoczytanych uczulam na liczne spoilery!

Najpierw na tapetę weźmy Mirmiła. On zmienił się najmniej i wspomnienie go w dalszej części artykułu, nikogo by nie wzruszyło. ;) Poza tym, gdy zajrzymy do "Złotego pucharu", przekonamy się, że pojawił się on wcześniej (o cztery paski) niż główni bohaterowie serii. Poznajemy go już od pierwszego paska (albumowego, bo w "Wieczorze Wybrzeża" od czwartego), jako niezbyt wyróżniającego się kasztelana z brzuszkiem. Często ulega on swojej żonie, co w późniejszych albumach stanie się coraz częstsze. Jednak nie to jest najważniejsze, lecz najbardziej typowa cecha jego charakteru, czyli skłonność do dramatyzowania i lamentowania o swojej śmierci. Początkowo nie było to jeszcze takie nagminne, co można też wytłumaczyć rzadszymi jego występami - miał on mniej okazji do pokazania swej prawdziwej natury. Mogliśmy jednak być świadkami kilku stanowczych rozkazów z jego strony, niekoniecznie słusznych. Dało się zauważyć, że jest kasztelanem i wykonuje swoją funkcję. Jednak z albumu na album, jego depresyjna natura brała górę - Mirmił zawodził przy najmniejszych okazjach, krzyczał, jak bardzo chce umrzeć, wydawał dyspozycje, co do jego pogrzebu, a motyw mogiły pojawiał się coraz częściej. W efekcie, w ostatnim albumie o wymownym tytule "Mirmił w opałach", biega wokół niego mały tłumek, "pomagając" mu w rządzeniu. Widać Christa stwierdził, że znalazł cechę, która będzie definiować tą postać. Wyszło dobrze, gdyż kasztelan stał się na tyle popularny, że od jego imienia ukuto frazę: "Nie mirmiłuj!"

Jeszcze zanim przejdziemy do głównych bohaterów, należy wspomnieć o Ofermie, jednym z trzech wyróżniających się Zbójcerzy. Ten jednak nie wybijał się niczym, czego można zazdrościć; jak wiadomo był to po prostu chłopiec do bicia całej drużyny. Początkowo mały, chudy, zmizerowany z wciąż nieszczęsnym grymasem, później nabrał masy (aż za dużo), pozbył się wspomnianego wyrazu twarzy, zastępując go łagodną miną całkowitego głupka (co bywało mylące). Co jednak ważniejsze, to fakt, iż po początkowym poniżaniu i pomiataniu jego osobą w szeregach Zbójcerzy, stawał się bardziej ugodowy wobec mieszkańców Mirmiłowa. Na pewno pomagały w tym liczne misje, z jakimi wysyłano go do grodu i częste kontakty z jego mieszkańcami. Zdarzały się momenty, gdy Oferma z rozmysłem działał przeciw planom Zbójcerzy. I nigdy nikt nie zwracał na niego uwagi. Taki już los ofermy.

Mirmił i Oferma to jednak dopiero początek - persony, których przemiany wynikają z kształtowania się koncepcji tych postaci w głowie Christy. Odwrotnie (oni nie zyskiwali, lecz tracili pewne cechy) i znacznie ciekawiej, jest z Kajkiem i (przede wszystkim) Kokoszem, który był barwniejszą postacią (podobnie było z Kajtkiem i Kokiem). Sam Christa przyznał to w jednym z wywiadów, mówiąc, że wymyślanie scenariuszy dla Kokosza przychodzi mu dużo łatwiej, niż dla jego przyjaciela. Nic dziwnego, jako że był on obciążony taką masą przywar, że pomysły nasuwały się same. Należy tu dodać, iż głównie komplikowały one życie bohaterów. Przede wszystkim miał on niemal niewyczerpany apetyt i był tchórzem. Te dwie cechy nie zmieniły się w zasadzie przez całą serię. Dla nas ciekawsze są inne jego przywary, czyli wiara w czary i zabobony. Mimo ogromnej krzepy (którą w późniejszych albumach stracił - miewał problemy z kilkoma Zbójcerzami) był przekonany, że zależy ona od długości jego cienia. Dlatego, w okolicach południa poddawał się bez walki. Poza tym, przy każdym posiłku uważał za konieczne, rzucić za siebie łyżkę strawy dobrym skrzatom. Twierdził, że w przeciwnym wypadku ściągnie na siebie ich gniew. Wierzył w owe zabobony do końca "Złotego pucharu", zaś w "Szrankach i konkurach" nie ma o nich mowy. Co prawda, pewnych pomysłów nie można wykorzystywać w nieskończoność, jednak szkoda, że Christa nie wymyślił niczego w zamian.

Kajko był przeciwwagą Kokosza, a więc nie wierzył ani w czary, ani w zabobony. Był też tym, który ma prawie zawsze rację. Wbrew pozorom można powiedzieć, że obie rzeczy są ze sobą powiązane. Christa, początkowo (czyli za czasów "Wieczoru Wybrzeża") zręcznie unikał odpowiedzi na pytanie dotyczące kwestii istnienia magii w jego świecie. Była to inteligentna zabawa z czytelnikiem - autor zaczynał wątek, mogący wyjaśnić tą sprawę (przykładowo Zielacha wyciągała rzekomo latającą miotłę, otrzymaną od zakochanego czarnoksiężnika) tylko po to, by pomysłowo pozostawić sprawę nierozwiązaną ("Podły bałamut! Pewno pokochał inną" - denerwuje się Zielacha, a my nie wiemy, czy to fantazje starej kobiety, czy mówi może prawdę). Wraz z przejściem do "Świata Młodych" już się nie hamował i Jaga bardzo często wspierała magią bohaterów. I odtąd Kajko przyjmował czary jako coś naturalnego. Zupełnie, jakby zawsze tak uważał. No, ale kto obcując z magią niemal na co dzień, zachowywałby się inaczej...

Pozostaje jeszcze kwestia zabobonów, za które tak ganił Kokosza w "Złotym pucharze". A któż w "Szrankach i konkurach" przekonuje Kokosza, aby podzielił się zapasami żywności ze spotkanym wędrowcem? I dlaczego? Otóż Kajko uznał, iż może to być leśny dziadek. A ten, jak wszystkim poganom wiadomo, mści się srodze za skąpstwo, nagradzając stokrotnie poczęstunek. Oczywiście zawsze możemy tłumaczyć Kajka, iż okłamał Kokosza, by nakłonić go do spełnienia dobrego uczynku. ;)

Najlepszy kąsek zostawiłem na koniec. Woj Wit jest nie tylko barwną osobowością. Jest także jego największą wpadką w ramach "Kajka i Kokosza". Po raz pierwszy spotykamy go w "Szrankach i konkurach" - podróżującego, by dokonać dzielnych czynów, mających go rozsławić przed Fochną. Jak pamiętamy, zrozpaczony odmową panny, ślubuje nie układać rymów, dopóki się z nią ożeni. Taki stan utrzymuje się do końca historii, gdyż Fochna wychodzi za Olfa. "Szranki i konkury" kończą się tuż po tym, gdy Wit zakochuje się w siostrze Fochny, Kochnie. Rycerz zostaje w grodzie Wojmiła, bohaterowie wracają do Mirmiłowa. Jako, że na początku "Wojów Mirmiła" Wojmił przybywa do brata, należy sądzić, że Wit ponownie wyruszył w świat. Spotkany później (album "Na wczasach") wciąż nie będzie rymował, ale wróci mu to w "Mirmile w opałach". Jednak najbardziej interesuje nas owe ponowne spotkanie. Tutaj mamy nie lada niespodziankę: i błędny rycerz, i bohaterowie w ogóle się nie znają! Zaznajamiają się jakby po raz pierwszy. Tego już nie można wytłumaczyć pomyłką bohaterów, rozwojem osobowości ani żadną inną sztuczką fabularną. Wydaje się, że Christa nie spodziewał się popularności, jaką osiągnie jego seria. Uznał więc widocznie, że niewiele osób będzie znało Wita. Przecież pojawił się on na łamach zaledwie lokalnej gazety (w 1973 r.), w komiksie w formie pasków umieszczanych gdzieś u dołu strony. Rysując "Na wczasach" (rok 1977) prawdopodobnie stwierdził, że tamte komiksy to już zamierzchła przeszłość. Tak oto popularność obróciła się przeciw niemu.

Poza ostatnim przykładem, można przymknąć oko na wymienione przemiany; w końcu niemal każdy przytoczony przypadek da się jakoś wytłumaczyć. W każdym bądź razie, nikt nie przywiązywałby do nich większej wagi, gdyby komiks nie był tak dobry. W takim przypadku wysokie wymagania są czymś zupełnie normalnym. Jednak nie należy brać tego poważnie - wyszukane uchybienia nie są na tyle ważne. Ten artykuł to raczej forma zabawy, udowadniająca na jak wiele sposobów można patrzeć na "Kajka i Kokosza".

hans